Rozmiar: 3639 bajtów Rozmiar: 118 bajtów Dzisiaj jest , 20 maja 2012 roku
Rozmiar: 5499 bajtów
  Główna | Blog | Moim zdaniem | Proza życia | Wersy | Foto | Goście | Linki  www.czajka.art.pl  

Rozmiar: 4656 bajtów

Matrix

...i jeszcze jedno słowo o filmie...





Fantazyjna science-fiction w rytmie kungfu. Programista z firmy komputerowej, dorabiający po nocach jako "hacker", o ksywie Neo (Reeves) spotyka efektowną, w czarną skórę odzianą i bojowo nastawioną dziewczynę (Moss), która następnie doprowadza go przed chmurne oblicze swojego szefa imieniem Morfeusz (Fishburne), mającego opinię groźnego terrorysty. Ów wszelako okazuje się przywódcą grupy bojowników o wyzwolenie ludzkości i uświadamia naiwnemu komputerowcowi prawdziwą naturę otaczającego świata; otóż lata temu nasz gatunek przegrał wojnę z zaawansowanymi komputerami i to, co, obecnie bierze za świat realny jest wyłącznie złudzeniem, rzeczywistością wirtualną przez wszechpotężny ośrodek sztucznej inteligencji o nazwie Matrix. Po wysłuchaniu powyższych rewelacji, oszołomiony "hacker" dowiaduje się jeszcze , że dzięki swoim umiejętnościom jest szczególnie predestynowany do ocalenia ludzkości...

Nadużywane niekiedy określenie "efektowny ale głupi" pasuje tu jak ulał. Obłędna praca kamery sprzężona ze staranną obróbka obrazów techniką komputerową daje niewiarygodne efekty wizualne: czy to w scenach "przejścia" między dwiema rzeczywistościami, czy w scenach powietrznych pojedynków w stylu kungfu. Przyznam, że czegoś takiego jeszcze w kinie nie widziałem: konwencja filmu animowanego w realistycznej, fizycznej materii.

Ale sam scenariusz - Boże zmiłuj, kompletny śmietnik, w którym bez składu i ładu walają się elementy chrześcijańskiej mitologii, mesjanizmu, poradnikowego budddyzmu, "Alicji w krainie czarów", "Terminatora", reinkarnacji, komputerowej zabawy itd. Próżno czekać na wyłonienie się z tego kulturowego miszmaszu czegoś na kształt opowieści, którą da się śledzić - lepiej już obrać postawę jamochłona. 12-, 14-latkowie będą zapewne walić na Matrix tłumami; ja jestem już chyba za stary na taką zabawę.

[Gazeta Wyborcza, wg. OM, J.Sz:] Matrix, USA 1999, reż. Andy i Larry Wachowski, grają Keenu Reeves, Carrie-Anne Moss, Laurence Fishburne.


Jakim to ciekawym zjawiskiem jest film Matrix? Co sprawia, że obserwować mogliśmy w ostatnim czasie prawdziwą manię, która zawładnęła umysłami młodych, i nie tylko, ludzi? Zbombardowani potężną dawką informacji i komunikatów widzowie z początku czuli się zagubieni, odrzucali wszystko przyjmując postawę dziennikarską, by po kolejnym odwiedzeniu ciemnej kinowej sali zostać zamagnetyzowanym tym obrazem, który zaczynał być postrzegany jako genialny, lecz w żaden sposób tej genialności wytłumaczyć nie można. Zaobserwowałem ten ciekawy proces w różnych momentach rozmawiając o filmie ze swoimi znajomymi. Interpretacji jest zawsze tak wiele jak interpretatorów, a nawet więcej (szczególnie wśród Polaków). Ja tutaj chciałbym podzielić się z Wami swoją wersją odczytania tego filmu. Kluczem i przewodnikiem będzie nam antologia Ryszarda Nycza "Postmodernizm". Rzeczywiście wrażliwość odbiorcy atakowana jest tutaj w stopniu chyba dotąd niespotykanym. I nie chodzi tu tylko o po raz kolejny rekordową dawkę efektów specjalnych. Te akurat nie odbiegają od standardów ustalonych przez filmy Terminator II czy Park Jurajski. Chodzi raczej o całokształt wszelkiego typu chwytów zastosowanych przez autorów pozwalających mówić o więcej niż dwóch poziomach kodowania przekazu artystycznego.

*

O czym jest ten film? Według Henryka Kliszki o wyborze między wiernością a sukcesem, o rozdarciu, ale także o inicjacji, o przekroczeniu progu, po którym nie ma już powrotu, o oderwaniu od łona wszechmatki i o wzajemnie się wykluczających tęsknotach za prawdą i bezpieczeństwem, za autentyzmem i piękną fikcją, za wolnością i przyjemnością. Cała erudycja autorów, cały tajemny kod ukrytych znaczeń i symboli ma na celu jedynie przesłonięcie tego faktu, by mógł być on odebrany przez te pokłady jaźni, które go nie odrzucą.

Film może skupiać na sobie uwagę na różnych poziomach interpretacji. Może być odbierany jako komiksowa opowieść o walce dobra ze złem z mnóstwem zupełnie zbędnych rekwizytów sprawiających, iż przekaz ginie w tym śmietnisku specjalnych efektów. Taka postawa najbliższa jest zacytowanej postawie dziennikarskiej.

Może być również fascynującą przygodą detektywistyczną, w którą zagłębiają się całe zastępy "fanclubowiczów" rozgryzając rozmaite smaczki, perełki, ciekawostki ukryte gdzieś na granicy komunikacji podprogowej. Z tej szufladki pochodzą wszelkie spory o model telefonów używanych przez bohaterów (model Nokia nr taki to a taki, a wątpliwości pochodzą stąd, że ten model nie jest dystrybuowany w USA tylko w Australii, gdzie były kręcone zdjęcia); stąd mamy informacje, iż model pistoletu na reklamie ulicznej widocznej w jednej ze scen ucieczki to ten sam, którego używają Agenci (izraelski Desert Eagle); stąd także wiemy, iż wszystkie nazwy ulic odpowiadają skrzyżowaniom w Chicago - mieście twórców filmu - pomimo, iż film kręcony był w Sidney. Ktoś podobno rozszyfrował nawet jaki film "leciał" w telewizorze widocznym na ekranie przez ułamek sekundy. Stąd także wiemy o dosłownych odwołaniach do klasyków myśli o ponowoczesności - patrz książka Baudrillarda jako skrytka na "trefne" dyskietki.

Innym sposobem podejścia do filmu jest próba rozkodowania jego bogatej symboliki. To co rzuca się od razu w oczy to przede wszystkim eschatologia mesjanistyczna, oczekiwanie na Zbawiciela oraz cały, skomplikowany zbiór odniesień do mitologii Starego Testamentu, ale również Starożytnej Grecji. I tak: imiona bohaterów to zakodowane postacie z Biblii: Neo (czyli Nowy Człowiek, Nadczłowiek), ale także anagram słowa One (Wybrany) i również Noe (także Wybrany - do wybudowania Arki - Przejścia). Trinity to Święta Trójca. Cypher (czyli ten, który zdradza) to anagram słowa Lucifer. Nazwa statku buntowników odwołuje się do biblijnego króla, który dręczony był niewytłumaczalnymi snami, zaś numer jego (statku, nie króla) wersji to odwołanie do cytatu z ewangelii wg Św. Marka. Morpheus to imię greckiego boga snu. I tak dalej, i tak dalej. Inną płaszczyzną są nawiązania do literatury. Odwołań do Alicji w Krainie Czarów jest chyba najwięcej. Polecenie "podążania za Białym Królikiem", porównanie procesu "wybudzania" do podróży w głąb Króliczej Nory po przejściu na drugą stronę lustra - to wszystko kieruje naszą uwagę na te przestrzenie znaczeniowe przekazu, którymi rządzi bóg snu - Morfeusz.

*

Co jednak można odnaleźć w tym filmie spoglądając nań oczyma teoretyka kultury? Czy wnosi on w ogóle jakieś własne treści? Czy jest li tylko zbieraniną postmodernistycznych odwołań, cytatów, powtórzeń i "odczytań na nowo"? Czy jest on "tylko" komiksem o niezwykle bogato tkanej pięknej szacie pod którą kryją się prastare prawdy? Czy też mówi nam także coś o stanie kultury z Kręgu Zachodnioeuropejskiego ? Czy można czegoś takiego w ogóle oczekiwać od filmu należącego do popularnego kina akcji?
Można.

Film wpisuje się doskonale w myślenie ponowoczesnych teoretyków kultury. Dostarcza sztandarowych przykładów, które ilustrują główne ich tezy. Pozwala także dostrzec niewyczuwalną na co dzień zmianę w myśleniu o świecie współczesnym. Ale o tym później. Na razie spróbujmy skonfrontować głosy filozofów z tym popkulturowym do szpiku kości obrazem. Zadanie kontrowersyjne w założeniu i karkołomne, lecz miejmy nadzieję wyjść z tego z lekkimi tylko potłuczeniami. Zaznaczyć trzeba przy tym, iż nie jest to próba systematycznej krytyki "w oparciu o", lecz raczej "swobodna gra wyobraźni" i skojarzeń, jakie zalęgły się w mojej głowie po obejrzeniu dzieła braci Wachowskich.

Pojęcie postmodernizmu wzbudzało i wzbudza nadal wiele emocji, nie mam jednak zamiaru przytaczać w tym miejscu tej długiej dyskusji, a jedynie zilustrować niektóre głosy refleksjami nasuwającymi się po obejrzeniu Matrix. Postmodernizm według Lyotarda to nieustające poszukiwanie, odkrywanie, kwestionowanie dokonań poprzedników. Stwarza to sytuację, gdy "rozwój" i "postęp", które były celem "odkrywców" staje się niemożliwy. Pokolenia "wpadają na siebie", w tej pogoni za negacją twórcy się zapętlili. "Dzieło może być modernistyczne o ile wcześniej było postmodernistyczne. Tak rozumiany postmodernizm nie jest modernizmem u swego kresu, lecz w momencie narodzin, który ciągle się powtarza." Bauman mówi, iż "czas stracił strzałkę", na coraz bardziej przyspieszającej karuzeli przestaje być wiadomo, gdzie wschód, gdzie zachód, gdzie północ, gdzie południe. Twórcy skazani na tworzenie własnych, jednostkowych indywidualnych "szkół" miotają się, nie wiedząc w którą stronę pójść, bo wiedzieć nie mogą. Jednak Lyotard nie jest aż tak radykalny i opisuje kierunek rozwoju jako "wynajdywanie aluzji do nie dającego się przedstawić pojmowalnego". W tej drodze postmodernistycznych artystów wyróżnia, jak to określa, dwie tonacje. "Akcent można położyć na bezsilność władzy przedstawiania, na nostalgię za obecnością, doświadczaną przez człowieka, na ciemną i jałową wolę, która mimo wszystko nim powoduje. Ale też akcent można położyć: po pierwsze, na siłę władzy pojmowania, na jej, by tak rzec, "nieludzkość", jako że nie jest sprawą naszego rozumu, czy ludzka zmysłowość lub wyobraźnia potrafi, czy też nie potrafi dopasować się do tego, do czego się odnosi; po drugie zaś na pomnożenie istnienia i radość czerpaną z wynalezienia nowych, malarskich bądź literackich, reguł gry." Czyż słów tego przydługiego cytatu nie można odnieść do Matrix? Czyż uczynienie z człowieka "bateryjki", przeniesienie całej akcji wewnątrz ludzkiego umysłu, zabawa efektami specjalnymi nie jest poszukiwaniem nowych reguł gry? A czy z drugiej strony nocne poszukiwania osoby Morfeusza nie jest "nostalgią za obecnością", nie jest pragnieniem uzmysłowienia sobie, "co z tym światem jest nie tak"? Nie jest wreszcie próbą poznania nie dającego się przedstawić (bo nie ma już odwrotu) pojmowalnego? Być może nie. Być może nastąpiło tu błędne odczytanie obu (lub jednego z nich) przekazów. Jednak oba teksty dotykają tych samych strun w moim organizmie i wydają tutaj powyżej nakreślone dźwięki.

*

Film raczej nie był pomyślany jako reklamowa ilustracja myślenia Jeana Baudrillarda o symulacji i simulacrum. Jednak wpływ tego filozofa na twórców obrazu jest widoczny nawet dosłownie (w scenie wyjmowania wspomnianych dyskietek). Idea świata oderwanego od własnego przedstawienia, idea życia pośród przedstawień, gdzie mapa zastępuje terytorium, które dawno rozpadło się w proch bardzo silnie wpłynęła na wyobraźnię nie tylko braci Wachowskich. Prawie wszystko co w łonie Matrix jest zawarte opisane jest przez Baudrillarda. Symulacje, które odnoszą się do samych siebie, każda o jeden poziom wyżej, przestały już dawno troszczyć się o rzeczywistość w jej pierwotnym kształcie. Kulminacyjnym przykładem dla francuskiego myśliciela jest Disneyland, który powstał według niego po to by ukrywać fakt, iż cała Ameryka to wielki Disneyland, że tak naprawdę tego co wszyscy biorą za "realną" i "prawdziwą" Amerykę - tego już nie ma. Główny bohater, Neo, zostaje "wybudzony" do "realnego świata". Ten "prawdziwy" świat wzbudza w nim początkowo przerażający i duszący opór. Później akceptuje to co dociera do jego zmysłów i podejmuje wyzwanie. Jednak wcześniej pada przecież pytanie: "gdybyś miał sen tak realny jak rzeczywistość i nie mógł się z niego obudzić - jak odróżniłbyś sen od jawy?" Kto może zagwarantować, że ta "realna" rzeczywistość jest prawdziwa? A co, jeśli to też jest symulacja konkurencyjnego programu? Jaka naprawdę jest rzeczywistość i czy w ogóle jest jakaś rzeczywistość? Bohater wierzy Morfeuszowi. Ale widz ma wątpliwości.

I jeszcze jedno. Baudrillard opisuje przypadek nałożenia klosza ochronnego na plemię Tasadajów na Filipinach, by nie dopuścić, aby społeczność, która przetrwała 800 lat bez styczności z innymi ludźmi, uległa unicestwieniu na skutek wejścia Obcych. Etnologowie (oni to bowiem wnioskowali o izolację) pozbawili się w ten sposób możliwości zbadania unikalnego zjawiska za cenę ocalenia tegoż zjawiska. Zanegowali tym samym sens istnienia własnej dyscypliny za cenę ocalenia przedmiotu jej badań. Nie chodzi tu przy tym o ofiarę, ale o symulowane ofiarowanie swojego przedmiotu po to, by ocalić zasadę rzeczywistości. Jak zauważa autor Precesji symulakrów "może cała nauka znajduje się na owym paradoksalnym stoku, na który skazuje ją znikanie jej przedmiotu w akcie rozumienia i bezwzględne prawo reparacji - powrotu majątku do pierwotnego właściciela - egzekwowane na niej przez martwy przedmiot?" I co? Kiedy Morfeusz opisuje Neo "realny" świat - napomyka o tym, iż naprawdę jest teraz koniec nie dwudziestego lecz dwudziestego drugiego wieku. Zamknięci w kokonach "wszyscy jesteśmy Tasadajami, Indianami, którzy żyć będą nareszcie, jak żyli kiedyś, Indianami, w których przeobraziła nas etnologia - symulakrami Indian objawiającymi na koniec uniwersalną prawdę etnologii". Jak na tym tle brzmią stwierdzenia niektórych: pośpiech jest najmniej wskazany, gdy czas stanął w miejscu, w tym świecie ogólnego pędu do dawno już nieistniejącej realności?

W tym miejscu dotykamy myśli chińskiej ale także hinduskiej. Nieustannie dają się słyszeć w filmie hasła o drodze, wskazywaniu drzwi i samodzielnym ich otwieraniu. O niepewności tego co naoczne. O nierealności tego co wydaje się być oczywiste. Jako antidotum na nierealność świata ma być "wejrzenie w głąb siebie", przyjęcie, iż świat jest takim, jakim my go chcemy widzieć; kluczem jest uznanie braku realności. Musimy jednak dojść do tego sami. W tej drodze jesteśmy osamotnieni. Wskazany jest kierunek - przejść przez mosty możemy tylko w pojedynkę - wewnątrz własnej jaźni. Zaskakujące jest jak blisko siebie stawiane są tu dwie tak odrębne kultury. W mieszkaniu Wyroczni o greckim rodowodzie (swoją drogą dlaczego napis w kuchni jest po łacinie???) bawią się w zginanie (nieistniejących przecież) łyżeczek buddyjskie dzieci. (To są inni kandydaci - znowu pytanie pozostaje otwarte - do czego?). Chrześcijański Jedyny nie tylko walczy w rytmie kung-fu, ale jest to również jego (wschodnia) droga do samopoznania, do rozszerzenia własnych możliwości. Takich przykładów można by mnożyć.

"Nierealność" tego co "oczywiste" kieruje z kolei naszą uwagę od Baudrillarda ku myśli Welscha. Jego artykuł o współistnieniu obok siebie w nierozerwalny sposób tego co estetyczne (dostępne zmysłom) i tego co anestetyczne (niedostępne zmysłom) bardzo silnie dotyka wiele z tych aspektów dzisiejszej rzeczywistości, które w sposób alegoryczny obecne są w filmie braci Wachowskich. Estetyzacja współczesnego świata jest według niego totalną anestetyzacją. "W atmosferze postmodernistyczno-konsumpcyjnej, podniety [estetyczne] wytwarzają obracającą się w próżni euforię i zbliżony do transu stan obojętności. Coolness - nowa cnota lat osiemdziesiątych - to znak nowej anestetyki: chodzi o zobojętnienie, o brak doznań na narkotycznie wysokim poziomie pobudzenia.[...] Rzeczywistość [przy tym] w coraz większej mierze staje się obrazem. [...] Awans medialnego świata obrazów do rangi właściwej rzeczywistości sprzyja przekształceniu człowieka w monadę w sensie indywiduum wypełnionego obrazami, a pozbawionego okien. [...] Coraz bardziej słabnie kontakt z niegdyś właściwą, "konkretną" rzeczywistością, maleje poczucie tej rzeczywistości, staje się ona czymś nieautentycznym, wtórnym, pozornym i bezbarwnym. [...] Niektórzy nazywają to postępem technologicznym." Oto droga, jaką przechodzi człowiek na naszych oczach, by bez żadnych wojen z maszynami zamknąć się w samodzielnych kokonach bez okien, bo wypełnionych obrazami. Stąd już nieduży krok, by połączyć oderwanych od realności ludzi w jedną gigantyczną sieć neuronalną o nazwie Matrix. Tu jest klucz do odpowiedzi na pytanie, które w filmie nie pada, ale u widza kołacze się gdzieś tam "na dnie duszy": czy ta fikcja to aby na pewno fikcja? w jaki sposób w ogóle możliwe było podłączenie? Odpowiedź pada również z ust jednego z bohaterów wybierającego powrót do łona Matrix.

"Video-baby to coś dla Was! Kompletne, bogate doświadczenie rodzicielstwa bez zamieszania i uciążliwości!" No właśnie. Welsch zauważa także drugą stronę wirtualnej formy istnienia "świata". Zastanawia się czy może w dobie powszechnego konsumpcjonizmu bez oglądania się na skutki, mody na masową turystykę przy ogólnej swobodzie przemieszczania się i powszechnej dostępności takiego sposobu spędzania wolnego czasu, jedynym ratunkiem dla kulturowej spuścizny naszej cywilizacji nie jest przeniesienie jej właśnie w sferę wirtualną? Powstają wszak już projekty zamknięcia dla zwiedzających najcenniejszych zabytków przy jednoczesnym wypuszczeniu na rynek interaktywnych multimedialnych prezentacji takich obiektów. Wiadomo przecież, iż wystawione na przykład w Luwrze na widok publiczny dzieła najwybitniejszych malarzy są tylko doskonałymi kopiami oryginałów ukrytych w bezpiecznych podziemnych schronach. Godzimy się na to uczestnicząc w tej muzealnej mistyfikacji, gdzie dalej obowiązuje zakaz używania fleszy i wiedząc (wierząc), że kopia nie różni się niczym od oryginału. Pozwala to uchronić oryginał od zagłady. Tylko czy rzeczywiście? Inne pytanie to czy cena rezygnacji z ostatnich pozorów autentyzmu nie jest zbyt wysoka? Patrz Matrix.

*

Nie jest moim celem dokładne przedstawienie myśli postmodernistów i wnikliwa interpretacja filmu pod kątem ich teorii. Pragnę jedynie zasygnalizować możliwości spojrzenia na ten obraz jak na soczewkę, w której w iście ponowoczesny sposób skupiają się i współgrają nieraz konkurencyjne idee i wizje procesów dynamicznej współczesności. Wróćmy jeszcze na chwilę do tekstu Lyotarda. Został on napisany jako odpowiedź na wykład Habermasa Modernizm - niedokończony projekt , w którym zarzuca się współczesności, iż porzuciła pewien projekt świata, który można nazwać nowoczesnym. Rozwój przez to przestał być możliwy, jak również i pożądany. Nastąpiło dreptanie w miejscu, historia została zarzucona, "czas stracił strzałkę" (używając określenia Baumana). Można w tym miejscu pokusić się o ryzykowny sąd, że niejako naprzeciw tym zarzutom wychodzą bracia Wachowscy. Owszem, czas stanął ("wydaje ci się że jest rok 1999, ale naprawdę jest około (!) roku 2199"), jednak jest to wina opętania, omotania siecią pajęczyny Złego, Matrix. Trzeba odnaleźć Zbawcę, który znowu ruszy czas z miejsca, który pokona Złego i pokaże ludziom jak się przed nim bronić. Trzeba przywrócić ludziom możliwość rozwoju, wyzwolić ich ze służebnej funkcji produkowania energii dla Systemu. Czyż nie jest to pragnieniem wznowienia realizacji zaniechanego Projektu? Pytanie nad którym warto by się w tym miejscu zastanowić to: czy schemat ten wychodzi naprzeciw tęsknocie Habermasa, czy też dostarcza argumentu Lyotardowi, że sztuka i ludzkość cały czas się rozwija, a przynajmniej tego pragnie?

*

Na koniec jeszcze parę uwag odnośnie tła dla tej warstwy filmu, która pozwala zaliczyć go do gatunku kina akcji w scenerii science-fiction. W filmie daje się zauważyć rozwijanie (a jednak!) linii obrazów katastroficzno-technologicznych. Sztuczna inteligencja opanowuje świat, a ostatni ocalali ludzi próbują ocalić ludzkość od całkowitej zagłady. Na początku kina s-f zagrożenie przychodziło z zewnątrz. Obce cywilizacje, nieznane siły były także kontynuacją jeszcze wcześniejszych bajek o straszliwych potworach czy nie znających litości barbarzyńcach mieszkających "po drugiej stronie". W literaturze wcześniej zaczęły się pojawiać historie opowiadające o zagrożeniu z "wewnątrz". U Verne'a tajemniczym potworem nękającym statki na wszystkich morzach świata okazał się wehikuł samotnika-kapitana Nemo. Bardzo dużo uwagi poświęcił temu zagadnieniu Stanisław Lem w swoich powieściach. Do kina jednak tendencje te przeszły z niemałym opóźnieniem. Takie kiczowate, ale na swój sposób wyszukane popkulturowe superprodukcje jak Gwiezdne Wojny czy Star Trek są przejawami tej jak najbardziej tradycyjnej linii legend o Obcych. Dużo później pojawiły się takie filmy jak Blade Runner, gdzie zaczęto rozważać zagrożenia związane z postępem technologicznym, jednak wszystko działo się w tradycyjnych kategoriach Człowiek-dobry contra Obcy(maszyna)-zły. Następnym etapem według mnie był Terminator II. W pierwszej części w dalszym ciągu Człowiek walczył z Maszyną. W drugiej części natomiast mamy połowiczną rehabilitację maszyny. Do "przeszłości" zostają wysłane dwa roboty, jeden przez komputer, drugi przez człowieka. Walka rozgrywa się tu między maszynami. To jest pierwsze novum. Druga sprawa to (pomijając oczywiście "reformowalność" maszyny poprzez jej przeprogramowanie) ponowna humanizacja robota wyprodukowanego do zabijania. W trakcie rozwoju akcji nawiązuje się "nić przyjaźni" między bohaterem a cyborgiem, do tego stopnia, iż widzowi w końcowej scenie samounicestwienia narzędzia zagłady robot przedstawiany jest jak istota ludzka a nie mechaniczna. Ciągle jeszcze jednak konfrontacja (pomimo zabaw z czasem) odbywa się w "realnym świecie".

I tu przychodzi pora na Matrix. Ten film idzie jeszcze dalej. Konflikt, główne starcie komputera z człowiekiem odbywa się wewnątrz... no właśnie - człowieka czy maszyny? umysłu czy programu? Cała akcja przeniesiona jest do wirtualnego świata, gdzie JA bohaterów sprzężone jest z programem maszyny. O świecie realnym tylko się wspomina. Tu nie chodzi o to czy człowiek zdoła być od maszyny szybszy, sprawniejszy, sprytniejszy. Ten film wychodzi naprzeciw nadziejom tych, którzy twierdzą, że umysłu ludzkiego żadna Sztuczna Inteligencja nie "przeskoczy". Tutaj problemem jest uświadomienie sobie przez bohaterów własnych możliwości, samopoznanie w połączeniu z odblokowaniem oporów i możliwość "naginania" praw programu są tą bronią, którą maszyna zostaje pokonana. Idea wirtualnej rzeczywistości umożliwiła twórcom filmu opowiedzenie widzom historii o zagrożeniach ale i możliwościach Człowieka w konfrontacji ze Złym, który jest w Nas. Nie mamy przy tym żadnej pewności, że ten realny świat (w filmie) jest bardziej rzeczywisty od świata w Matrix. A może cała ta historia odbyła się tylko w umyśle... czyim? Głównego bohatera? Jakiegoś innego bohatera? Naszym?



Copyright © Igor C. Czajka
15.VIII.2000



Inne ciekawe teksty o filmie Matrix:


Henryk Kliszko: O rzesz Matrix twoja mać!


Paweł Możdżyński: Matrix i Patrix




Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Access denied for user 'igorcza_baza'@'sv15.vipserv.org' (using password: YES) in /home/czajka/public_html/czajka.art.pl/komentarze/komentarze.inc on line 10
Unable to connect to SQL server